fbpx

Czego boicie się podczas „Wigilii”?

Oto prawdziwy pojedynek. Na słowa. Gesty. Wojna emocji.

„Żywiołowość i detale owej rywalizacji przenoszą z oddaniem sprawie na scenę Milena Lisiecka i Kamil Maćkowiak. Garściami czerpią ze swojego zawodowego warsztatu, prezentują nieco odmienną technikę, ale przede wszystkim dają nam okazję obserwowania całej gamy partnerstwa, aktorstwa wchodzącego w dialog, znakomicie utrzymującego rytm spotkania, śmiało dopuszczającego do zdarzeń, ale zarazem pierwszorzędnie wzajemnie się uzupełniającego. Lekcja i przyjemność zawłaszczania przestrzeni, budowania nastrojów, utrzymywania publiczności w skupieniu i oczekiwaniu”. /Dariusz Pawłowski, Dziennik Łódzki

Wszystko to w bardzo oszczędnej scenografii. Ale i ona czemuś tu służy – ma być przerażająco, zimno, frapująco w kontraście do tego, co dzieje się między dwojgiem bohaterów. A dzieje się niemało. W atmosferze rodem z Kafki na scenie pojawia się on – policjant. Ma przesłuchać zdezorientowaną, trzęsącą się ze strachu kobietę, która nie bardzo wie po co się w ogóle w pokoju przesłuchań znalazła. Jechała na wigilijną kolację, siłą została wyciągnięta z taksówki i przywieziona na komisariat. Ale czy to jej prawdziwe oblicze i czy rzeczywiście słusznie jej ufamy?

Tak właśnie rozpoczyna się „Wigilia”…

„Ten thriller psychologiczny trzyma w napięciu od początku do końca. Jest to zasługa przede wszystkim aktorów, którzy to napięcie potrafią między sobą wytworzyć, ale także niuansować je podczas spektaklu.” /Joanna Królikowska, Dziennik Teatralny/.

„Aktorski duet trzyma widownię w ryzach od pierwszej do ostatniej minuty. Kameralne spektakle mają sens tylko wtedy, gdy są – tak jak ten – koncertowo grane”. /Renata Sas, Express Ilustrowany/.

W „Wigilii” zobaczyć zatem można dwoje aktorów bardzo różnych, o odmiennym doświadczeniu, posługujących się zupełnie inną techniką sceniczną. W roli przesłuchującego podejrzaną kobietę policjanta występuje Kamil Maćkowiak – „tonuje charakterystyczną dla siebie ekspresję, trzyma w garści swojego bohatera, jest stanowczy, a jednocześnie miękki, podstępny. Świadom każdego elementu, uzbraja oficera w determinację, dążenie do zamierzonego celu bez względu na koszty, a zarazem swoistą wrażliwość, spragnienie okazywania uczuć” /Dariusz Pawłowski, Dziennik Łódzki/. „Bohaterka Lisieckiej powoli uspokaja się, nabiera pewności siebie, wchodzi w polemikę z policjantem. Ale przede wszystkim gra podwójnie i oszukuje wszystkich /…/. I jeśli na końcu mamy poczucie, że daliśmy się zmanipulować, to jest to właśnie zasługa świetnej gry Lisieckiej.” /Joanna Królikowska, Dziennik Teatralny/.

Gra obojga jest pełna niuansów, pełna znaczących gestów. I te niuanse właśnie pozwalają widzowi ani na chwile nie tracić podczas spektaklu uwagi, powodują maksymalne skupienie i całkowicie zabierają w świat, który toczy się na scenie. Ale czy tylko na niej? Po zakończeniu spektaklu przychodzą do głowy i inne niepokojące myśli:

„Czy naprawdę inwigilacja dotyczy nas wszystkich?”

„Kto tak naprawdę jest katem a kto ofiarą?”

„Komu jeszcze można tak naprawdę zaufać?”

Spektakl udowadnia, że „Fundacja Kamila Maćkowiaka dojrzewa, /…/ma też odwagę sięgnąć po materiał wymagający dla aktorów i dla widzów. Nowa scena powinna wyzwolić nową energię”. /Dariusz Pawłowski, Dziennik Łódzki/.

DOŁĄCZ DO NASZEGO NEWSLETTERA